sobota, 23 lipca 2011

Rozdział XIX

Victor siedział sam z flaszeczką w ciemnym namiocie. Czuł się nieco samotnie, wiec postanowił zadzwonić do swojej przybranej córki - Nathalie. Wziął telefon, wykręca numer, niestety ta nie odbiera. Zirytowany Ukrainiec próbował tak jeszcze parokrotnie, ale ciągle nic. Zasmuciło go to trochę, wiec postanowił łyknąć jeszcze trochę wódeczki. Aby nie pić tak w samotności, sięgnął po lusterko. Ustawił przed sobą i wzniósł toast.


Impreza nadal trwała. Jednak nie było tak fajnie jak na początku. Jonathan siedział samotnie na jakimś pniu, patrzył na Elizabeth, która też wydawała się znudzona - Chociaż u niej to takie standardowe wykrzywienie ryja - pomyślał. Był smutny i nigdzie nie mógł znaleźć swojego przyjaciela - Taylora. Postanowił, że pójdzie się przejść. Razem z nim wstała Eli, przeszli kawałek razem bez słowa. Nagle dziewczyna poszła w lasek.
A Jonathan szedł dalej przed siebie.


Elizabeth szukała swojej siostry, widziała że gdzieś tu skręcała razem z Jamesem. Jednak ich nie znalazła, a na jej drodze pojawiły się małe grzybki . Podskoczyła z radości - Grzybki halucynki! - ucieszyła się. Ukucnęła i zaczęła powoli zjadać. Już po chwili czuła radość, a przed oczami wirowały jej zabawne postacie. Usiadła odprężona na mchu i się do siebie cieszyła. Nagle usłyszała jakieś wołanie, odwróciła głowę i jakiś pocieszny króliczek, z czerwonymi oczami i dużym brzuchem stał obok namiotu. Wesoło do niego podbiegła, jednak z bliska okazało się, że to tylko Victor. Rozczarowało ją to.
- Elizabeth, idź mi załatw flaszeczkę.
Dziewczyna nie zdążyła nic odpowiedzieć, bo nagle zemdlała. Ocuciła się chwilę później, była pół naga, a na niej leżał Victor. Zaczęła wrzeszczeć i chciała uciekać.
- Poczekaj! I tak jestem stary, więc nie potrwa to długo, a w zamian będziesz miała lekkie treningi.
Dziewczyny to nie przekonało i nadal się szamotała. Victor na nią popatrzył i dodał
- lekkie treningi i sześciopak Nutelli.
Trafił w jej czuły punkt, oczy jej się zaświeciły i zgodziła się. Dzięki działaniu grzybków już po chwili miała wrażenie, że kocha się z Jaredem Leto, co zdecydowanie jej się spodobało. Niestety "Jared Leto" miał impotencje.


Jonathan nadal krążył po lesie. Usłyszał ciche postękiwania, liczył że wpadnie na Jamesa i Barbie, wiec podążył za odgłosami. Nagle wpadł na coś co go zdecydowanie odrzuciło. Jego najlepszy przyjaciel, kochał się właśnie z tym leszczem - Maybellem. Jon wpadł na moment gdy właśnie Taylor totalnie się szmacił, obciągając chłopakowi. Jonathan szybko stamtąd uciekł. Wrócił na ognisko, gdzie siedzieli Michael i Georg
- Świetnie! - pomyślał.
- O, patrz Michael, przyszedł Jon. Możemy zagrać w butelkę na całowanie! - powiedział kompletnie pijany Georg. Wyjął butelkę, zakręcił, wypadło na Jonathana, który szybko zareagował i odwrócił butelkę na Michaela. Chłopcy się ucieszyli i połączyli swe usta w pocałunku. Drobny chłopak westchnął i poszedł do namiotu. Wyjął telefon i zadzwonił do Jacksona, wyżalił się jej, że otaczają go sami geje, którzy robią gay party. Dziewczyna go szybko pocieszyła i niestety musiała kończyć rozmowę, gdyż zaczynał sie nielegalny wyścig motocyklowy, w którym brała udział. Chłopak po raz kolejny w tak krótkim czasie westchnął. Nagle wpadł mu do głowy genialny pomysł! Wziął telefon i zadzwonił pod 0 - 700, czyli do sextelefonu. Gdy robiło się całkiem przyjemnie, a jego napalenie wzrastało, stało się coś strasznego! Połączenie się przerwało, ekranik  komórki zamigotał i pojawił się napis: "Słaba bateria". Zdesperowany chłopak rzucił telefonem i przebiegła go myśl
- A może się dołączę do chłopaków? 

czwartek, 21 lipca 2011

Rozdział XVIII

Uwaga! Kolejny rozdział niszczący dzieciństwo,  czytać na własną odpowiedzialność. Za skutki uboczne nie odpowiadamy.


Po wspólnym "obiedzie" powiedział:
- Za to, że tak ładnie nazbieraliście grzybków, mam dla was niespodziankę - na jego twarzy pojawił się uroczy ( przerażający tancerzy) uśmiech. - W ramach nagrody macie wolne.
- A haczyk? - zmarszczyła brwi El, nie mogła uwierzyć, że tak po prostu mają wolne.
- Skoczycie dla mnie po wódeczkę - zaśmiał się i poszedł do namiotu.
Po grupie rozniósł się jęk zawodu.

♥♥♥

- Jon - mruknęła Nathalie do siedzącego obok muzyka.
- Hmm? - oderwał wzrok od notatnika, w którym zapisywał nowy tekst. 
- Wiesz, że niedługo muszę wracać? Nie mogę na tak długo zostawiać prosiaczków - nadęła policzki. 
- Wiem - westchnął. - Ale nie martw się, coś na to poradzimy - uśmiechnął się pod nosem. 
- Coo? - spytała i usiadła na kanapie w klęczkach.
- Będę cię często odwiedzał, wiesz... Loc* bardzo lubi George'a...
- Ale nadal tu jestem - powiedziała z zalotnym uśmiechem, Jon wiedział na co ma ochotę. Nathalie chciała coś dodać, ale nie zdążyła. Jej usta były zajęte przez Jona, całował ją namiętnie i napierał na nią całym ciałem. Jego duże ręce już wędrowały pod jej bluzką. Oderwała się od jego ust, pozostawił wolną rękę dziewczynie. Ta zaczęła zdejmować mu koszulkę i całować po jego nagim torsie. On zaś robił dobrze Nathalie. Dziewczyna wydawała z siebie jęki zadowolenia i poruszała biodrami, by sprawiło jej to jeszcze większa przyjemność . Po chwili Nathalie wzięła jego olbrzyma do ust, delikatnie lizała, przygryzała i ssała, pomagając sobie przy tym ręka. On przytrzymywał jej włosy i głowę dając jej znak, by nie przestawała
- Jesteś kurewsko dobra - mruczał muzyk.
To motywowało ją i brała go coraz głębiej, miała bardzo rozciągnięte gardło. Nagle przestała, zaczęła zdejmować z siebie ubrania i odsunęła się od niego. Patrzyła na niego wyzywająco i masowała się po piersiach. On nie wytrzymał i dołączył do niej. Zaczął ssać i lizać jej sutki, aż były twarde i stały. Długo się nimi bawił sprawiało mu to przyjemność. Postanowił zejść niżej, zaczął robić Nathalie ''minetkę’'. Sprawiało jej to ogromną przyjemność. Jon dołączył do tego palce. Chwilę później położył się na plecach, a ta 'wskoczyła' na niego. Wykonywali szybkie ruchy, toteż było im coraz lepiej. Gdy było już blisko finału, zmienili pozycje i zaczęli to robić na tzw. pieska. Tuz przed końcem wyjął członka i za pomocą ręki skierował nadchodzący wytrysk na piersi Nathalie czekając na ''finał''

 ♥♥♥

Tancerze wysłali po wódeczkę Jamesa i Taylora, a sami zaczęli organizować miejsce na imprezkę. Victor nie przeszkadzał im, siedział w swoim namiocie i najprawdopodobniej umilał sobie czas robótką ręczną  lub rozwiązywaniem krzyżówek.  Podczas gdy w obozowisku dochodziło do wielu sprzeczek, dwóch bossów szlo powoli leśną ścieżką do "swojego źródła". 
- Jak było w nocy? - zaczął "po męsku" Taylor wypinając klatę. 
- Poruchałem sobie - uśmiechnął się szeroko. 
- Bo ci uwierzę - zarechotał, by po chwili uważnie mu się przyjrzeć. - Już nie jesteś prawiczkiem? - niemal jęknął. 
- Nie - wypiął klatę. 
- Rozprawiczyły cię bliźniaczki? - nadal nie mógł uwierzyć. 
- Tak ... fajnie było - zaśmiał się krótko. - A jak było z Maybellem i Jonathanem?
- Też dobrze - na jego policzkach wykwitł ledwo widoczny rumieniec, po czym odchrząknął. - Nie było za ciekawie... Jonathan spał jak zabity...
- A Maybell? - spytał z kpiącym uśmieszkiem James, wiedział, że trafił w słaby punkt przyjaciela. 
- Eee... eee... eee... eee... eee...eee...eee...eee
- No?
- Eee, nic - uśmiechnął się zakłopotany i podrapał z tyłu głowy.
- Dziwne, że nie obudziliście Jona - bąknął od niechcenia James czekając na reakcję. 
- Skąd wiesz, że robiliśmy to w namiocie?! - wyskoczył przed niego z przerażoną miną. 
- Powiedziałeś - zmrużył oczy, w końcu czul się niczym wszechwiedzący Bóg. - Jak było?
- Jezuu, on jest lepszy od wszystkich dziewczyn z jakimi byłem - westchnął głęboko. - On jest taki... gibki i doświadczony - na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Czyli też miałeś udaną noc, he-he-he 
- Przybij! - przybili sobie z żółwika i podążyli dalej. 

 ♥♥♥

- Dlaczego tak długo?! - ryknęła na zadowolonych z siebie tancerzy Barbie, gdy ci wrócili od Victora. 
- Tak jakoś wyszło.
- Dobrze się bawiliśmy po drodze... w przydrożnych krzakach - zaśmiał się głośno James. 
- Aha - burknął wkurzony Maybell, zgromił tancerza wzrokiem mówiącym: "Wejdź mi w drogę, to cię zmiażdżę i opluję" i poszedł w stronę drzew. Zniknął za pierwszymi drzewami.
Tancerze patrzyli jeszcze w miejsce, w którym przed chwilą stał ich towarzysz, ale z oslupienia wyrwał ich zniecierpliwiony już Jonathan:
- Zaczynamy w końcu?
- Oke

  ♥♥♥

Impreza trwała już długo, zaczynało się powoli ściemniać. Wszyscy bawili się dobrze, oprócz dwóch osób, które połączyło coś więcej niż wspólna praca. Taylor większość imprezy w plenerze przesiedział pijąc bimber i rozmyślając o swoim najnowszym kochanku. Gdy wszyscy tańczyli i nikt nie zwracał na niego uwagi, wstał i ruszył w kierunku drzew, za którymi zniknął "ten jedyny". Wstąpił między pierwsze drzewa i skierował się na polankę, na której mieli treningi. Na samym końcu polany, na starym konarze drzewa leżał Maybell. W uszach miał słuchawki, oczy miał zamknięte. 
- Idealnie - uśmiechnął się do siebie i potarł szatańsko dłońmi.


 ___________________________
*ochroniarz zakochany w George'u 

środa, 20 lipca 2011

Rozdzial XVII

Uwaga! Rozdział  zawiera sceny, które mogą niszczyć dzieciństwo, przeznaczone dla pełnoletnich xD


-Ups! – wyrwało się Ukraińcowi.
Maybell nadal leżał na ziemi, tyle że był już mniej nieżywy. Teraz jęczał i wił się z bólu. Najpierw przerażony, a chwilę później zabójczy wzrok tancerzy, został na niego skierowany.
- Bardzo mi przykro, drogie Prosiaczki, ale jazda od nowa - z uśmiechem powiedział ukraiński kat .
- Maybell cioto, kurwa, dojadę cię dzisiaj w nocy - wrzeszczał rozwścieczony Taylor
- Kiedy tylko chcesz, Złociutki - odpowiedział dziwnie rozmarzony Maybell. Odpowiedź wstrząsnęła wszystkich, nikt się jej nie spodziewał. Uważano, że Maybell jest hetero prawiczkiem - chociaż niektórzy podejrzewali, że jednak przespał się ze Stacy, ale to tylko cieciowa, więc można powiedzieć, że się to nie liczy. Poza tym nikt tak naprawdę nie wiedział, czy jest dziewczyną … Po ostatniej aferze z Jamesem nie miała najlepszej opinii w agencji. Barbie troszeczkę jej współczuła, lecz wciąż pamiętała, jak dziewczyna zamknęła ją w łazience. Trzeba tylko dziękować Bogu, że nie zrobiła jej tego, co Jamesowi. Chociaż kto ją tam wie, pewnie nie miała wystarczająco czasu.

Prosiaczki wróciły do robienia pompek. Łaskawy Victor nie kazał robić im jednak od nowa. Zaledwie po 20 minutach pompek i 30 minutach przysiadów byli już wolni.
- Idźcie się spakować. Macie na to 15 minut.
- Tylko tyle?! – równocześnie powiedziały bliźniaczki, Victor spojrzał na nie dziwnym wzrokiem.
- 5 minut – powiedział z uśmiechem - radzę się śpieszyć, blondyneczki.
Po czasie wyznaczonym przez tyrana, wszyscy tancerze stali spakowani, w szeregu. Victor przeszedł przed nimi, prężąc tors, nagle zatrzymał się przed jedną z bliźniaczek. Prawie jej nie poznał, gdyż miała upięte włosy w kitkę, szpileczki zastąpiła butami sportowymi, również pojawiły się spodnie, zamiast kusej spódniczki mini. Dodatkowo, co stanowiło ogromne zdziwienie, na jej ciele, pojawiła się bluzka, uwaga! Bluzka bez dekoltu. Było to zdziwienie nie tylko dla Ukraińca, ale również kadra nie mogła jej poznać.
- Nieźle Barbie – skomentował z uznaniem Victor.
- Dzięki, sir – odpowiedziała ze słodkim uśmiechem. Oczywiste dla wszystkich było to, że chciała się podlizać szefowi.
- Ruszamy ferajna! - powiedział donośnie i wyszedł, a za nim podążyła reszta. Przed agencją stał już zaparkowany bus, trochę zdezelowany, o całkiem ładnej barwie - turkus połaczonym z rdzawym . Jechali jakieś 40 minut, jak nie dłużej. W końcu zatrzymali się na jakimś zadupiu, tak zwanym obozowisku.

♦♦♦

W odległej części Ameryki, Nathalie nadal figluje z Jonathanem Davisem. Oboje są sobą zachwyceni. On mówi, że jest zdecydowanie lepsza od jego żony, a ona jest zdania, że on przebija wszystkich jej tancerzy razem wziętych. Sączą szampana,w stroju dzikuski i Tarzana - byly to jej ulubione stroje, gdyż od dziecinstwa jej fetyszem byla bajka ''Tarzan'' .

♦♦♦

- Przydzielę wam teraz namioty, w każdym po trzy osoby - powiedział z poważnym tonem głosu Victor.
- Namiot pierwszy: Elizabeth, Barbie i James
- A ja?! – krzyknął urażony Taylor.
Victor na niego spojrzał jak na niechcianego insekta. Brunet zrozumiał, że głupio postąpił odzywając się.
- Znaj moją łaskę, tylko 100 karnych pompek.
Chłopak mruknął coś niezrozumiałego pod nosem i bez sprzeciwu zaczął karę.
- Namiot drugi – kontynuował Ukrainiec – Jonathan, Maybell i Taylor.
Rozdzielał jeszcze przez chwilę. Gdy wszystkich wymienił, kazał iść spać, gdyż rano pobudka. Oczy Maybella rozświetlily się w tej sekundzie, niczym wszystkie lampy w Ikei jednocześnie.
- Wybieramy się na biegi jutro rano– powiedział z wyraźnie rozmarzonym uśmiechem ukrainiec.
Tancerze jęknęli i posłusznie udali się do namiotów. Nie panował wśród nich zbyt optymistyczny nastrój. Po pierwsze nikt nie zdążył pomyśleć o zabraniu alkoholu, albo chociaż jakichś rozweselających proszków od Jacksona. A po drugie, wszyscy byli wycieńczeni fizycznie i psychicznie.
W pierwszym namiocie , bliźniaczki położyły się na klacie całkiem przystojnego Jamesa.
- Ale Ty grzejesz, matko – powiedziała do chłopaka Barbie, a jej siostra to potwierdziła. Już po chwili miały w namiocie około 35 stopni.
- Pograjmy w szczerość, ja zacznę! James jesteś prawiczkiem? - powiedziała Barbie
- Tylko nikomu nie mówcie! ... jestem - powiedzial zdołowany
- Hhaahahhahahahaha....- obie blizniaczki zanosiły sie ze śmiechu
- To krepujące dla mnie... nie mialem okazji.
- Możemy coś na to zaradzić, Kotku... - mruknęła Barbie.
Popatrzyła mu w oczy- chłopak się troche zaczerwienił. Powoli zaczęła mu wsuwać dłoń pod koszulkę, miziała jego klatę, delikatnie drapała. Przysunęła się do niego i chciała go pocałować, jednak ten był szybszy i po chwili tonęli w gorącym pocałunku. Jego ręcę również znalazły się pod jej koszulką. Delikatnie masował jej piersi przez stanik. Barbie zdjęła mu koszulkę i zaczęła obsypywać pocałunkami jego tors. W tym czasie on starał się zdjąć jej stanik. Gdy gra wstępna trwała w najlepsze, Elizabeth czuła się pominięta, cicho zakaszlała - nie zwrócili na nią uwagi, więc kaszlnęła głośniej. James spojrzał sie na nią nieprzytomnym wzrokiem. Po chwili również się nią zajął. Obie siostry go całowały, a on je rozbierał. Juz po chwili były nagie. Po jeszcze paru gorących pocałunkach, dziewczęta odwróciły się i wypieły swoje jędrne, sekosowne pośladki w stronę chłopaka. Ten odważył się dać klapsa Elizabeth, a chwilę później Barbie. Dziewczyny zachęcająco jeknęły. W jako pierwszą wszedł w Barbie, na początku zaczął bardzo delikatnie, a później coraz mocniej. Drapał ją po plecach. Gdy dziewczyna była bliska szczytowania, chłopak wyjął z niej swój 'sprzęt'. Podszedł do Elizabeth, przelotnie ją pocałował, położył sie, a ta na niego usiadła. Bawił się jej piersiami i patrzył na jej zgrabne ciało. Dziewczyna już po chwili jęczała z zadowoleniem. Gdy doszła i położyła się na materacu. Chłopak wrócił do Barbie. Zaczął ostro, dziewczyna jękła z bólu, ale już po chwili było jej świetnie. On też czuł, że już powoli zbliża się do końca. Oboje zaczeli dyszeć, jeszcze chwila i oboje doszli jednocześnie. Padli na łóżko i zaczęli się całować.
- I co? ...- wydyszała Barbie
Jednak chlopak nadal nie mógl dojść do siebie, więc w odpowiedzi przyciagnął ją do siebie i zaczął całować po calym ciele ...
- Mrrr- mruczała - chodźmy juz spać - dodała

♦♦♦

Około 4 nad ranem wszyscy obozowicze zostali obudzeni przez przeraźliwy krzyk przypominajacy kastrowanego konia, wszyscy wyskoczyli z namiotów i znaleźli się przy źródle wrzasku -Elizabeth.
- Co się stało - zapytał Taylor, jednak skierował pytanie od jej siostry, gdyż El krzyczała przez sen.
- No, to zespół paniki nocnej. Ma tak, bo tata ją w dzieciństwie bił - powiedziala zawstydzona.
Nikt już o nic nie dopytywał, rozeszli się...

♦♦♦

Nastał ranek
W pierwszym namiocie tylko Eli spała - Barbie i James patrzyli na siebie. Robiło się coraz niezręczniej, gdy nagle jakieś bezwładne ciało wpadło na ich namiot. Dziewczyny wybiegły z krzykiem i ku ich zdziwieniu okazało się, że tą osobą był Victor. Kazał zwołać całą drużynę. Ledwo stojąc i czkając, oznajmił, że dzisaj biegów nie ma, pod warunkiem, że w 40 min, zbiorą satysfakcjonującą go ilość grzybów, gdyż ma straszną ochotę na zupę grzybową. Następnie pożegnał wszystkich i wpadł do swojego namiotu. Po chwili wydobyło się z niego przeraźliwe westchniecie. Vicotr udał się na kontynuację snu do namiotu...

♦♦♦


- Chodźcie!- krzyknąl Taylor
- Dla ciebie wszystko, tygrysie - odpowiedzial Maybell.
Wszyscy ruszyli biegiem- w końcu mieli tylko pól godziny i kosz pełen jadalnych, pysznych grzybków albo powolną i bolesną śmierć. Kadra dobiegla od szosy i zobaczyła tam starą babinkę sprzedającą grzyby. Ucieszeni podeszli do niej.
- 3 kilogramy, proszę - powiedzial Jonathan
- Proszę bardzo~ - wyjakała
Wszyscy odetchnęli z uglą, ale coś trzeba zrobić z pozostalymi 20 minutami.
- A wódeczki to pani nie ma? - spytała Barbie.
- A mam, mam, proszę dzieci, na zdrowie - powiedziała z lekkim uśmiechem babcia.
Tancerze zapłacili za grzyby i wódkę i ruszyli w droge powrotną. Po drodze wypili alkohol. Gdy wrócili do obozu, ukrainiec nie mógl się nadziwić ilością grzybków, ale o nic nie pytał-  był zbyt uradowany z tego, ze będzie mieć zupkę.

Po wspólnym "obiedzie" powiedzial:
- Za to, że tak ładnie nazbieraliście grzybków, mam dla was niespodziankę - na jego twarzy pojawił się uroczy ( przerażający tancerzy) uśmiech.

piątek, 15 lipca 2011

Rozdział XVI

Marian dostał bilety od kolegi na ten sam koncert. Właściwie nie lubił tego typu muzyki, ale co można robić w weekend? Obecnie grał jakiś zespół z Polski, miał zabawną nazwę - Dzikie Konie, czy jakoś tak. Chłopak delikatnie kołysząc się w rytm muzyki, szukał jakiejś bratniej duszy. Nagle zauważył jakąś śliczną dziewczynę. Była ładnie ubrana, na jej twarzy było widać znudzenie. Obejrzała się, ich spojrzenia się spotkały. Poczuł motylki w brzuchu.
- Tak, zdecydowanie się zakochałem. Ostra dziunia, ale bym brał - zamyślił się.
Zaczęto zapowiadać występ KoЯna. Znudzona dziewczyna nagle zaczęła klaskać i podskakiwać.
- NATHALIE! - przebiegło mu przez myśl.

♪♪♪

Nathalie nieco się nudziła słuchając supportu. Mimo świetnej nazwy, zupełnie jej nie usatysfakcjonowali. Podczas gdy oczekiwała ukochanego zespołu, rozmyślała o Prosiaczkach. 
- Ciekawe, czy Victor już zamęczył ich na śmierć? - pomyślała. 

Niedaleko niej stał jakiś zboczeniec. Ciągle się na nią gapił i coś do siebie mówił. Gdy się odwróciła, wypiął klatę i uśmiechnął się. Był obleśny, aż dziewczyna się skrzywiła. Przez myśl przebiegło jej, że skądś go zna. Jednak zaczęto zapowiadać KoЯna, toteż Nathalie zakończyła rozmyślenia. 
♪♪♪

Po koncercie bardzo chciała spotkać się z muzykami. Szczęśliwie okazało się, że ochroniarz to ich stały klient (zakochany po uszy w George'u). Bez problemu została wpuszczona. Bardzo miło jej się rozmawiało, szczególnie z wokalistą. Pod koniec spytał się:
- Mała, idziesz z nami do hotelu? - mówiąc to, oczy mu się dziko zaczęły błyszczeć.
Nathalie zawahała się. 
- Raz się żyje - pomyślała
- JASNE! - prawie krzyknęła z entuzjazmem i klasnęła w ręce. 

 ♪♪♪

Po koncercie Marian nie mógł nigdzie znaleźć Nathalie. Bardzo się tym przejął, więc postanowił zapić swoje smutki, a przy okazji poznać jakąś dziewczynę. Niestety zapomniał, że jest brzydki i niezbyt bogaty. Gdy odniósł dwie klęski jednego dnia,zdecydował się iść do hotelu i tam spić się do końca. Zataczając się, doszedł do hotelu. Przypomniało mu się, że ma pokój obok jakichś muzyków. 
- Może jakaś obłąkana groupies wpadnie do mojego pokoju..? - rozmarzył się.
Gdy zobaczył pod pokojem Nathalie, od razu się napalił. Pewnym siebie, lekko chwiejnym krokiem podszedł do niej. Wypiął mięśnie (których nie miał), wciągnął brzuch (który miał... i to jaki!), zalotnie się uśmiechnął. 
- Co tam, Mała? - powiedział obniżając głos do seksownego basu. 
- Mała to jest twoja pała, ja jestem...- nagle przerwała, a po chwili wyrwało jej się. - FU! Marian!
- Wiedziałem, że mnie pamiętasz! W końcu tak za mną szalałaś w podstawówce. - 
Nathalie spojrzała na niego niezrozumiałym wzrokiem. Ten kontynuował:
- Chcesz przeżyć niesamowitą noc? 
Gdy to mówił, nadszedł Jonathan (wokalista). Dziewczyna rzuciła mu się na szyję. Wchodząc do pokoju, pokazała "fuck'a" zawiedzionemu Marianowi. Chłopak postał jeszcze chwilę pod drzwiami. Usłyszał nagle krzyk:
- Jon, cudownie kręcisz! Zostań moim prosiaczkiem!

♪♪♪

Tymczasem w agencji:

- Tysiąc czterysta osiem, tysiąc czterysta dziewięć. 
James jęknął ze zmęczenia. 
- Cisza! Bo dołożę jeszcze tysiąc!
- Jebane pompki - mruknęła El do siostry. 
Victor już chciał dołożyć więcej, ale nagle "nieżywy" Maybell padł na ziemię.
- Ups - wyrwało się Ukraińcowi. 

poniedziałek, 11 lipca 2011

Rozdział XV

Następnego dnia, po śniadaniu panowała bardzo napięta atmosfera. Było to spowodowane przyjazdem czarnego pana, ukraińskiego mafiozy, strasznego, wielkiego, jakże przystojnego Wiktora, bądź jak bliźniaczki lubiły go nazywać - Sami wiecie kogo. Nie cieszył się on zbyt dobrą opinią. Uwielbiał się znęcać, szczególnie nad jednym z Kinderków - sługusów agencji.
- Zaraz wejdzie - Barbie obgryzała z nerwów swoje pokaźnej długości paznokcie, koloru różowego. Wiedziała, że zaraz będzie musiała się ich pozbyć. Działały na Wiktora jak płachta na byka. Dziewczyna zawsze tłumaczyła to sobie tym, że on po prostu ich zazdrości. Miał obleśne paznokcie, zielone, zagrzybione i postrzępione. Jednak i tak uważała, że to takie niesprawiedliwe, mógłby sam o siebie zadbać, a nie znęcać się nad dziewczętami. Barbie planowała już nawet iść z tą sprawą do "Sędzi Anny Marii Wesołowskiej", nawet napisała zgłoszenie, w którym podała że: ''Pozwany świadomie, bez upojenia alkoholowego, zażywania środków odurzających, bądź wdychania benzyny, z premedytacja próbuje niszczyć to co doskonale''. Niestety powstrzymała się przed wysłaniem, gdyż bała się że będzie miała karne pompeczki.
- Wiem, boję się - przyłączył się do obgryzania paznokci, James. To była jego druga trauma w miesiącu, dla jego psychiki to mogło być za dużo. Do tego Wiktor go nie znosił, od czasu gdy przyłapał go w łóżku z Barbie.
Wiktor również nie lubił Elizabeth, ponieważ kiedyś zobaczył jak się mizdrzy z Maybellem. 
- Patrzcie na Kinderka! Zaraz ze strachu narobi w gacie - zaczął się śmiać Taylor
- Z takimi żartami to możesz zrobić błyskotliwa karierę w Familiadzie, bucu - dzielnie odpyskował maluch.
- Przynajmniej... - tu przerwał, gdyż drzwi się poruszyły, ktoś pociągnął za klamkę. Tancerze zamarli w bezruchu, próbowali wyglądać na odprężonych, jednak w ich oczach było widać strach. Dziwny zapach unosił się w powietrzu, wszyscy z oburzeniem popatrzyli na George. Barbie zrobiło się nawet żal siostry, w końcu ona musiała nagrać z nim film porno. Przemyślenia Barbie zakończyły się, gdy w końcu do pokoju wmaszerował ten którego imienia wymawiać nie można. Potężny Wiktor.
- Jestem - powiedział rozluźniony, ze swoim przerażającym ukraińskim akcentem.
- Witamy - chóralnie powiedziała kadra, plus Kinderki
- Na wstępie powiem, oddajcie alkohol, dragi, prezerwatywy. Chociaż prezerwatyw nie, bo bliźniaczki zajdą w ciążę - powiedział wrednie i się zaśmiał. Barbie już miała ciętą ripostę na języku, ale nadal bolały ją ręce po  ostatniej karze, toteż przemilczała i uroczo się uśmiechnęła. 
- I co tam jeszcze... no chyba wszystko wymieniłem - myślał na głos. Podczas gdy tancerze stali na baczność. Jednak El nie wytrzymała i oczywiście musiała się głupio wydrzeć.
- Co ty sobie kurwa myślisz, że kim jesteś?! Jakimś jebanym adminem na demotach, że tak się panoszysz?!
- Zamknij się - powiedziała stanowczo jej siostra.
- Nie, bo taka prawda. Zachowuje się jak by miał 80 level w Metinie! Nikt nie będzie mi rozkazywał - ciągnęła. Spojrzała na Wiktora, jego twarz zaczęła przybierać dziwne kolory, najpierw prosiaczkowy, później czerwony, a  następnie bordowy.
- Tak myslisz?! To się mylisz pusty pasztecie! Mam 95 level! I co łyso ci blondi? - przerwał na chwile i już spokojniej dokończył - Zamknij ryjek. Żebym już pani więcej nie słyszał, zrozumiano?
Elizabeth jednak zamiast przytaknąć, czy zrobić cokolwiek odpowiedniego do sytuacji, to zrobiła obrażoną minę.
- 100 pompek na kamieniach!!! - Wrzasnął tak że cały budynek zadrżał. Oszołomiona Eli już nie odezwała się więcej tego wieczoru.
♦♦♦

Następnego ranka, już o 6 wpadał do pokoju tancerzy i oznajmiał że za 10 minut zbiórka. Nikomu to nie pasowało, ale żadna osoba się nie zbuntowała. Wszyscy pamiętali wczorajszy wybryk Elizabeth, więc woleli nie ryzykować. Stawili się na czas, a nawet 3 minuty wcześniej. Wiktor zmierzył wzrokiem ekipę i oznajmił swoim grubym, znudzonym i trochę niezadowolonym głosem
- Zabieram was dzisiaj w plener.

Rozdział XIV

Tego samego dnia wrócili do domu, na nic zdały się jęki zawodu, udawane zgony, podlizywanie się i opisywanie przepięknych aspektów przyrodniczych i pogodowych okolicy. Nathalie ignorowała swoją kadrę sprawnie, aż ci dali spokój. Całą drogę szefowa słuchała muzyki, nie zwracając uwagi na to, co robią jej pracownicy, z czego ci byli bardzo zadowoleni. W sumie to, najciekawszą rzeczą jaką robili w samolocie agencji,było spuszczanie różnych rzeczy w toalecie, które ich zdaniem spadaly na ziemię i mogły zabić.
Przed wieczorem limuzyna Comforty stanęła pod dużym budynkiem. Wypłynęli z niej wszyscy tancerzy z szeroko uśmiechniętą Nathalie na czele. Obkręciła się dookoła własnej osi z wesołym piskiem:
- Nie ma to, jak w domu! - po czym ruszyła biegem do wejścia, wrzeszcząc po drodze: - Taylor, zanieś moje bagaże do gabinetu!
Chłopak wymamrotał coś smętnie i zaczął wyciągać wszystkie torby z dużego bagażnika lśniącego czernią pojazdu. Jak to przyszło na grzecznego chłopca, podał wszystkim walizki i plecaki uśmiechając się uprzejmie. Ostatecznie został sam z torbą swoją i szefowej. Najpierw poszedł do swojego pokoju, by odstawić swoje torby, a później ruchyć do gabinetu, by odstawić jej. Jednak jego plan idealny A, zastąpił plan B - pójście do swojego pokoju, podrywanie lasek na chacie, odstawienie toreb do gabinetu. Taak, ten plan podobał mu się bardziej. Jak postanowił, tak zrobił, tyle że to flirtowanie był tak wciągające, że zapomniał o swoim pierwotnym postanowieniu.

♪♪♪

Gdy jego partnerki z czatu musiały sobie pójść było już po 23. Szczęśliwy Taylor przeciągnął się i stwierdził podśmiadomie, że ten dzień można zaliczyć do dużej grupy tych udanych. Nieświadomy swoich niedopełnionych obowiązków, wstał i rozciagając swoje zastygłe mięśnie udał się do łazienki. Jednak niefortunnie "jebutnął" na podłogę, wydając przy tym zabawny dźwięk. Zabluźnił głośno i podciągnął się do siadu, ocierając bolącą rękę. Dalej bluźniąc odnalazł wzrokiem przedmiot, który najchętniej by zniszczył (o którą się przewrócił). Nagle jego złość wyparowała, zastąpił ją lęk. Wstał szybko i podszedł do walizek szefowej - lepiej poźno niż wcale, nie? Ruszył szybko do gabinetu Nathalie, a przed drzwiami stanął. Czego mógł oczekiwać od szefowej? Odpowiedź brzmi - wszystkiego. Podszedł do dużego kawałka drewna, który dzielił ją od szefowej, gdy miał już zapukać, zmarszczył brwi i zastygł - usłyszał dobrze mu znany dźwięk, czyli piosenkę, którą uwielbiała i miała ustawiony na dzwonek szefowa. Nagle ustał. 
- Halo? - dało się usłyszeć zza drzwi. - Tak, dzwoniłam do ciebie... Mam do ciebie prośbę, bo muszę wyjechać w bardzo ważnej sprawie, a nie mogę zostawić agencji samej... Dwa/trzy tygodnie... Tak, wiem, że za cztery tygodnie będzie Złoty Karp, ale nie mogę inaczej... Dlatego zadzwoniłam do ciebie wcześniej... Przygotowałam już rozpis ćwiczeń, ale jeśli chcesz możesz zrobić swój... Nie mam nic przeciwko... Pojutrze... Będziesz rano?... Dobrze, będę czekać... Pa pa. - skończyła rozmowę. 
Pod głową bruneta, aż się gotowało. Nathalie wyjeżdza gdzies w ważnej sprawie. Musi o tym powiedzieć pozostałym, na pewno domyślą się, o co może chodzić i z kim szefowa rozmawiała. 
Zapukał do drzwi i wszedł do gabinetu z walizką w ręce. 

♪♪♪

Biegał z pokoju do pokoju, jednak wszyscy go spławiali. Tak więc Taylor czuł się jak zbity pies i tak też wyglądał. Wrócił do swojego azylu, wziął prysznic i położył się w swoim ukochanym łóżku. Przed snem obiecał sobie zrobić na przyjaciół usprawiedliwionego focha, którego często odwalał Jonathan. Zasnął wtulony w dużą podusię w różowe groszki. 

♪♪♪

Wszyscy tańcerze siedzieli przy stole w jadalni i powoli spożywali przygotowane przez perfidne Kinderki kanapki. W ich magicznym gronie brakowało tylko Taylora. Większości tancerzy to jakoś nie przeszkadzało, ale James odczuwał brak przyjaciela dotkliwie. Gdy ten raczył się zjawić, prychnął:
- Książniczka się obudziła - w odpowiedzi  posłano mu nic nie rozumiejące spojrzenie.
- Obraził się, bo późno przyszedłeś - mruknęła do siadającego bruneta poirytowana El, miętoląc w palcach swoje znienawidzone, blond włosy . - O co chodziło ci w nocy? - dodała puszczając kosmyk.
- O nic - bąknął i zabrał się za pierwszą kanapkę.
- No nie bądź taki! - jęknął uroczo Jonathan zawieszając się na jego ramieniu.
- ... No dobra! - uśmiechnął się szeroko i szybko wszystko streścił, po czym na koniec dodał - Co o tym myślicie?
- Dzwoniła do Victora - odparła ponuro Barbie.
- A wyjeżdża na zjazd fanów zielonej, albo na koncert - dodała Elizabeth.
- Victora? - pisnął cienko James --> chłopak miał złe wspomnienia z treningów z tym zamaskowanym mężczyzną. - Trzy tygodnie z Victorem?! Mamy z nim przygotowywać się do Złotego Karpia?! - złapał się za głowę i opuścił ją mocno na stół.


- Będzie ciężko - stwierdził Maybell głośno. - Ale przetrwamy! - dodał archaicznie, ale nazbyt leniwie.

Rozdział XIII

- Serio Elizabeth się przespała z Georgiem?! - rżał jak głupi Jonathan, któremu właśnie Taylor i James opowiadali sytuacje z wczoraj. Chłopcy właśnie wchodzili do salonu.
- Coś tu gnije - powiedział Taylor, wąchając powietrze.
- AAA! Co to, kurwa?! - zaczął krzyczeć Jon, widząc na sofie "umierającą" osobę i zaczął ją dźgać palcem. - To żyje! - i pobiegł schować się za Taylora.
- Odwalcie się, nienawidzę świata - odparła i schowała się pod poduszkę. Po chwili wydobył się długi i rozpaczliwy jęk.
- Oj, Elizabeth, ludziom zdarzają się gorsze rzeczy - zaczął pocieszać ją Taylor.
- No chyba nie - wybuchł śmiechem James.
Z pod poduszki wyjrzała El. - No chyba zapomniałeś jak Cię Stacy zaczęła gwałcić!
- Mieliśmy nie poruszać tego tematu - zamachał rękoma, uronił łezkę i poszedł szukać pocieszenia u Jonathana.
Po chwili wbiegła do ulubionego miejsca tancerzy, Nathalie
- Wszędzie was szukałam! Mam genialny pomysł!
Rozległ się jęk przerażenia. "Genialne pomysły" były najczęściej nie tak genialne jak się Nathalie wydawało.
- Lecimy opalać tłuszcz do Miami! - i zaklaskała w dłonie.
Tancerze nie mogli uwierzyć, że ich szefowa wpadła na tak fajny pomysł, więc również zaklaskali w dłonie. Jedynie Elizabeth nadal rozpaczała pod poduszką. Zdziwiona Nathalie podeszła do niej, odkryła poduszkę, krzyknęła z przerażenia i ponownie zakryła jej twarz. 
- Rozkazuję Ci doprowadzić się do stanu względnej używalności.

♠♠♠

Gdy dojechali na miejsce i sprawy organizacyjne zostały powierzchownie załatwione, Prosiaczki pobiegły na zakupy. Zaopatrzyli się we wszelakie alkohole, dziewczyny pochowały to do swojej torby. Gdy wychodzili ze sklepu wpadli na Nathalie, nieszczęśliwie puknęły o siebie butelki i rozległ się charakterystyczny dźwięk. Czujna szefowa powiedziała do Elizabeth
- Otwieraj torbę! 
- Yyy... Patrz Jonathan Davis tam biegnie ze zgrają zombie! 
- GDZIE?! - w momencie osłabionej czujności szefowej, wszyscy uciekli do ośrodka.

Koło 22, po ostatniej kontroli Nathalie, wszyscy dla bezpieczeństwa wybrali się pić do lasu. Gdy wszystkim alkohol uderzył do głowy, zrobiła się chwilowa cisza, aby jej zapobiec Taylor zaczął mówić
- ale by było przejebane gdyby ten obojnak, Nathalie nas przyłapała. Ale jesteśmy tak zajebiści, że nie pijemy w pokoju, hyhy, ale ją zrobiliśmy.
Podczas gdy on to mówił, w miarę przytomna Barbie pokazywała mu mimiką, że ma się zamknąć. Niestety chłopak, który nie słyną z intelignecji, na to nie wpadł.
- Zamknij się - wyszeptała w końcu.
Chłopak kierowany wzrokiem innych, obejrzał się i zobaczył szczerzącą się Nathalie.
- Z czego się szczerzysz?
- Mam defekt twarzy, po prostu. - zamilkła, po chwili kontynuowała - byliście za cicho, wiedziałam że coś knujecie. Ale macie przejebane, wee! - zgodnie z tradycją zaklaskała w dłoni i radośnie odeszła. Zapanowała cisza. 
- Skoro ona już wie, to może wróćmy do pokoju i zapijmy się do końca? - zaproponował James.
Wszyscy się zgodzili. W końcu istniała nikła nadzieja, że wypiją taką ilość że nie dożyją do jutra. Mimo początkowych zamiarów, impreza ponownie się rozkręciła i zrobiło się zabawnie. Może nie dla Elizabeth, która niestety zasnęła.
- Zróbmy jej coś! - zarządziła ukochana siostra, Barbie.

♠♠♠

- Aaa! Co jest kurwa?! Moje włosy, moje włooooooosy - przerażona i wkurwiona jednocześnie Elizabeth stała przed lustrem. 
Zamiast jej lśniących, brązowych włosów, była blond platyna, z różowymi pasemkami. W ataku furii pobiegła pod prysznic licząc że jakoś uda jej się to zmyć, przynajmniej pasemka. Gdy się rozbierała, ujrzała na prawym żebrze tatuaż - króliczka playboya. Ponownie się ubrała i pobiegła na stołówkę, gdzie wszyscy pochłaniali śniadanie w wielkich ilościach, jak wygłodniali. To za sprawą tego, że okrutna Nathalie ciągała ich na jakieś okropnie długie spacery, po polach, lasach, plażach. Ale mniejsza o tym. 
Rozwścieczona Elizabeth stanęła przed Barbie 
- To twoja sprawa! - i wylała siostrze owsiankę na głowę. Ta oczywiście nie pozostała jej dłużna i przyłożyła siostrze z otwartej. 
- Przynajmniej wyglądasz jak człowiek! 
- Jak człowiek?! Ty to nazywasz człowiekiem?! Wyglądam jak jebany plastik! Jak... jak Ty!
- Jak możesz mnie tak obrażać?! Jestem milion razy ładniejsza od Ciebie!
El. niewiele myśląc chwyciła tartę cytrynową i rozsmarowała siostrze na twarzy.
- Bitwa na żarcie! - krzyknął uradowany Taylor. W trakcie zabawy weszła Nathalie, która przypadkowo dostała jajkiem po twarzy

♠♠♠

- Mówiłam, że to jest abstynencki tydzień! Mieliście nie pić, tak?! Poza tym mogłabym wam to już odpuścić, ale bitwa na jedzenie?! Wiecie jaką karę musimy zapłacić?! Będziecie czyścić wszystkie kible szczoteczką do zębów! Może to was czegoś nauczy - wrzeszczała wściekła szefowa
- Ale to nie tak, Nathalie to znów było UFO! - jęknął Taylor
- Taylor! Cholera, drugi raz w to nie uwierze!
- A to szkoda - mruknął pod nosem
Nathalie zmierzyła go wzrokiem zabójcy. Chłopak od razu zamilczał. 
- Jeszcze słowo, a zadzwonie do Victora!
- Błagamy nie! Bo będą karne pompki... inne takie okropne rzeczy. I będziemy musiły ściąć paznokcie!!! - zapłakały bliźniaczki. Najwyraźniej wspólna rozpacz, połączyła je po ostatniej ciężkiej kłótni. 
- Więc macie być grzeczni! A teraz marsz do namiotów, wracamy do domu.
- Ale to nie fair, mieliśmy wyjeżdżać pojutrze! - oburzył się James
Nathalie wyjęła telefon z kieszeni i udawała że dzwoni, wszyscy tancerze zerwali się i wybiegli z pokoju z dzikim okrzykiem. Chwile podyskutowali nad tym że life is brutal i poszli się spakować.

niedziela, 10 lipca 2011

Rozdział XII

- A co było potem? – zapytała wesoło Nathalie, zdziwionych tancerzy.
- No, później to poszliśmy podziwiać tą jakże piękna i naturalną przyrodę. To nas tak pochłonęło, że zasnęliśmy na łonie natury - odezwał się śmiało Maybell
- Nie mam absolutnie żadnych wątpliwości - z nutka sarkazmu odezwała się szefowa. - Ach, Barbie mam coś na twój ból tyłka - dodała z uśmiechem.
- Dzięki ale już mnie nic nie boli. Znaczy pobolewa, to pewnie od spania na tych kamieniach. W końcu Taylor nie ma tak dużego, jakby mogło mu się wydawać.
Barbie przeniosła wzrok na Taylora i wysyczała - I żeby było jasne nigdy już nie dotkniesz mego boskiego ciałka!
- A ja mogę? - wychylił się James i zachichotał.
Barbie była już bliska spoliczkowaniu tancerza, lecz nagle wpadło jej w oko jakieś nagranie podpisane „Nathalie XXX”. Zaiskrzyły się jej oczy, lecz przemilczała temat, gdyż szefowa nadal była w pokoju.
- Muszę lecieć Prosiaczki, yerba mi stygnie w pokoju – już miała wyjść, ale przypomniało jej się – od jutra rozpoczyna się abstynencki tydzień.
- Eee.. co?! – przerwał jej Taylor.
- Znaczy że imprezy bezalkoholowe was czekają – zaczęła pociesznie pocierać łapki, jak to było w jej zwyczaju. Wszyscy są zdania że to jakiś efekt uboczny picia zielonki, ale kto ją tam wie. Może to skutek nie wyładowywania napięcia seksualnego… Nathalie wesoło wybiegła z pokoju, zostawiając tancerzy samych. Barbie, która tylko czekała na ten moment rzuciła się do półki z filmami, niczym głodny student w Polsce na tygodniową kanapkę.
- Co robisz moja niezbyt udana kopio? - spytała El, mimo że starała się być naturalna i fajna, w jej głośnie zabrzmiała nutka niepokoju.
- Zaraz zobaczysz - z triumfalnym uśmiechem odpowiedziała.
- Ty, ej to jakiś pornos - zaśmiał się Taylor
- Pornosów się zachciało! Czyżby Taylor cię nie zaspokoił tamtej nocy? – śmiał się James. Jego przyjaciel ostro zmierzył go wzrokiem typu „gdyby można było zabijać spojrzeniem”, lecz nic nie powiedział. Przez myśl mu przemknęło, że James wie o jego małym „sprzęcie”.
Barbie która dopadła do DVD sprawnym ruchem odpaliła film.
- WYŁĄCZ TO - nie wytrzymał Georg. A Elizabeth spuściła wzrok i modliła się po cichu, aby jakiś meteor spadł i rozwalił telewizor.
Barbie dziwnie się na nich spojrzała.
– Nie ma mowy.
Film zaczął się od napisów, najpierw oczywiście o tym, że to od 18 lat i że nie można rozpowszechniać w kraju, bo prawa autorskie i tak dalej. Później pojawiła się obsada i reżyseria.
Nathalie Twarożek - producent, scenariusz i operator kamery
Elizabeth Bandy - rola pierwszoplanowa
George Puszysty - rola ''męska''
Wszyscy siedzieli zaciekawieni, panowała cisza. Elizabeth i Georg siedzieli zapłakani, że zaraz wyjdzie na jaw ich największy sekret. Nikt z towarzystwa nie podejrzewał, że ta dwójka mogła nagrać pornola. Raczej podejrzewali by Annabel z Michaelem, albo Jamesa i Barbie. Ale żeby El i George?! Wszyscy jednak wiedzieli, że kręcą ją grubiutkie niedoroby nieokreślonej płci, ale żeby zaraz to nagrywać?!
Gdy film się skończył wszyscy zmierzyli wzrokiem tą dwójkę i bez słów opuścili salon. Byli zbyt wstrząśnięci, żeby sobie nawet pożartować. Tej nocy nikt nie opuścił swojego pokoju. Biedna Elizabeth została w salonie i złożyła się do „pozycji embrionalnej” i cichutko rozpaczała. Myślała nad różnymi dostępnymi metodami samobójstwa. Była tak zdesperowana, że byłaby w stanie skoczyć z dywanu, lecz w agencji żadnego odpowiedniego nie było. To pogrążyło ją w jeszcze większej rozpaczy.

Rozdział XI

- Tak dobrze, to nie ma. Idziemy oglądać - oczy Nathalie diabelsko błysnęły, a ich posiadaczka ruszyła w kierunku schodów.
Za zadziwiająco wesołą szefową pomaszerowała cała kadra. Jednak tancerzy zaczynała otaczać ciemna aura strachu i niepewności, w jaką wprowadzało ich zachowanie szefowej. Nieczęsto była, aż tak uśmiechnięta, a jeśli już była, to zwiastowało to dla nich coś nieprzyjemnego lub nieciekawego. Tak więc szli w ciszy, bojąc się tego, co zobaczą na płycie... Każdy już wiedział, że film ośmiesza ich i najprawdopodobniej zostanie w agencji na dłużej.
Weszli do salonu przeznaczonego i urządzonego przez kadrę - było to pomieszczenie, które posiadało najciekawszą historię (tzn. najbardziej brutalną i zabawną). Podczas jego urządzania doszło do wielu kłótni w szeregach kadry, ale w końcu, po miesiącu przeglądania katalogów i chodzenia po różnych sklepach udało się go dokończyć z zaskakującym skutkiem. Pomieszczenie było duże i przestronne, zachowane w fioletach i zieleniach. Wszyscy tancerze zasiedli na dużej narożnikowej kanapie wykonanej z czarnej skory. Wszyscy lekko zgarbieni patrzyli na szefową, która wciąż uśmiechnięta grzebała przy telewizorze i DVD. Włożyła płytę i odtworzyli ją zasiadając w jednym z fotelów z pilotem w ręce. Tancerze podnieśli głowy i spojrzeli z trwogą w ekran dużej plazmy.

Zobaczyli pokój Barbie, która zbladła mocno, po czym wrzasnęła zdenerwowana zakłócając innym podziwianie jej pustego pokoju:
- Dlaczego mam monitoring w pokoju?!
- Każdy ma - odparła spokojnie szefowa. - Włączany jest tylko na imprezy, takie jak ta - skinęła głową w stronę telewizora. - Nie ma się co bulwersować, dzięki temu będziesz wiedziała, co robiłaś - uśmiechnęła się kpiąco i zachichotała.
Dziewczyna westchnęła głęboko i znowu spojrzała w ekran. Z perspektywy kamery jej pokój, podobał jej się jeszcze bardziej niż normalnie. Ciemne panele, różowe ściany i duży napis na tej najdłuższej, naprzeciwko drzwi, głoszący: "Bad Girls". Miesiąc po tym, jak dostała owy pokój, narysowała szkic liter i potem zamalowała je z siostrą. Jednak nie to było ważne.

Do środka weszła cala kadra, zaopatrzona w wiele butelek pełnych procentów. Wszyscy byli roześmiani i podnieceni wizją bliskiej popijawy. Butelki ustawiono wszędzie, gdzie popadnie. Impreza zaczęła się szybko rozkręcać, szybki opróżniano butelki w rytm jakiegoś skocznego kawałka. Gdy wypito ponad połowę zasobów, Barbie podeszła do swojego łóżka i wyjęła spod poduszki 3 torebeczki wypełnione proszkiem, a potem podzieliła się z pozostałymi. Następnie pocieszny Jonathan zaproponował grę w wyzwania, jednak odmówiono mu, na co zrobił usprawiedliwionego focha. Chcąc, nie chcąc, Elizabeth podeszła do niego, by pocieszyć młodego. Ten uśmiechnął się szeroko i zaproponował jej zakład - zgodziła się. Podeszła do gadającej wesoło z Jamesem i Taylorem siostry i wyszeptała jej coś na ucho, na co ta skinęła ochoczo głową i powróciła do pijackiego bełkotu z towarzyszami. El podeszła do dużej szafy i wyciągnęła z niej po chwili dwa stroje króliczków, z którymi podeszła do najmocniej nawalonego George'a wciskając mu jeden. Szatyn domyślał się, co ma robić - ogłosił głośno, że czas na striptiz i zaczął ściągać z siebie ubrania zakładając te królicze. Wszyscy obserwowali go, jak zaczarowani - George kochał to, co robił i świetnie mu szło. Gdy skończył z łazienki wyszła, także ubrana już El i podeszła wesoła do chłopaka. Następnym czynem wzbudziła szok u wszystkich i śmiech szefowej - wyszeptała pulchnemu tancerzowi coś do ucha, na co ten się lekko zarumienił i pocałowała namiętnie w usta.
- Stop! - ryknął Taylor i zaczął się skręcać na kanapie ze śmiechu.
Film został zatrzymany.
- Co to było? - Barbie spojrzała zdziwiona na swoją spokojną siostrę i zarumienionego chłopaka.
- Pocałunek - odparła spokojnie.
- Dobra, o co się założyliście? - spytał rozbawiony James.
- Em, mieli przebrać się za króliczki i rozdawać marchewki - odparł zadowolony z siebie Jonathan.
- Ha-ha-ha dobre! - zawył Taylor. - Ale z siebie zrobiliście sieroty!
- Nie osądzaj tak szybko, Taylor - odezwała się z szerokim uśmiechem szefowa. - Jeszcze WIELE może się zdarzyć. A teraz przypomnieliście już sobie trochę? - odparły jej skinienia głową. - To czas na dalszą część - włączyła film.

Skończyli się całować i wyszli w asyście Jonathana. Taylor ciągle z otwartą w szoku buzią patrzył w miejsce, gdzie przed chwilą stał George i Elizabeth. Inni wrócili już do picia oprócz niego. Nagle pojawiła się przy nim, mocno wstawiona Barbie i nachyliła się nad nim, mówiąc mu coś. Oboje zniknęli w łazience.

- Jezu~! - ryknęła Barbie, której się wszystko przypomniało. - To dlatego tak mnie tyłek boli - zawyła i ukryła twarz w dłoniach.
- Hmm, Taylor, wszystkie są twoje - zaśmiał się wesoło James, szturchając skamieniałego bruneta.

Nic się nie działo; James, Maybell i Michael siedzieli sobie śmiejąc się i co chwilę ciągnąc mocno z butelki.[Nathalie przyśpieszyła film i puściła go znowu, gdy do pokoju weszła Elizabeth z chłopakami] Tak więc, do pokoju weszła El z chłopakami. Jonathan zasiadł przy kolegach i zaczął opowiadać o zakładzie, podczas gdy dziewczyna i chłopak zamieniali stroje playboya na swoje własne. [Nathalie znowu przyśpieszyła film, do momentu, w którym towarzystwo zaczęło się zbierać]. Z łazienki wyszła lekko zaczerwieniona dziewczyna z dużym i zadowolonym z siebie brunetem. Spojrzeli na zbierającą się już kadrę i zdziwili. Barbie zaczęła interweniować - w końcu nie mogla wypuścić przyjaciół teraz. Wrzasnęła zadowolona, że ma niespodziankę i wyciągnęła spod materaca kolejną torebeczkę, tłumacząc przy tym, że jest ona pełna jakiejś nowej, magicznej substancji, którą poleciła jej Jackson. Wszyscy podzielili się używką i uśmiechnęli się błogo. Zaczęli tańczyć obmacując się co chwila. Po kilku minutach na łóżko Barbie wszedł chwiejnie Maybell i zaproponował spacer, w tą jakże piękną i kojąco zmysły noc. Wszyscy zawiwatowali mu i pomogli zejść z "podestu". Schowali butelki do szafy i poszli sobie.

- A co było potem? - zapytała wesoło zdziwionych tancerzy.

Rozdział X

George powoli budził się ze snu, delikatnie się przeciągał i mruczał z rozkoszą. Powoli zaczął otwierać oczy. Coś mu się zupełnie nie zgadzało, toteż mocno je zamknął i znów otworzył. Jednak sytuacja się nie zmieniła. Chłopak i reszta tancerzy leżała w jakimś lesie.
- Elizabeth, Maybell, Barbie, James, Taylor – wyliczał w myślach chłopak. Nagle zobaczył, na swoim uroczym brzuszku, jakąś rękę. Właścicielem ręki okazał się Michael. George poczuł obrzydzenie i szybko zabrał kończynę blondyna. Wstał i uważając to za naprawdę zabawne, skoczył na grupkę śpiących tancerzy. Rozległy się głośne krzyki obudzonych. Najbliższą przestrzeń wypełniły wymyślne przekleństwa, w czym prym wiodła Elizabeth.
- Naprawdę jest w tym dobra – pomyślał Georg i przytulił wszystkich.
- Jaki piękny poranek, czyż nie? – zaczął poetycznie. – Tylko za chuja nie wiem gdzie jesteśmy. - Skończył niestety mniej poetycznie, puszysty tancerz.
- A w ogóle co my tu robimy? – zapytał, z odpowiednią dla siebie błyskotliwością, Taylor.
- Podejrzewam jakieś chlanie – odparł James.
- Dobrze podejrzewasz, kolego – powiedziała Barbie. – Niestety pamiętam tylko do momentu, gdy się wszyscy schodziliśmy i piliśmy u mnie w pokoju. Jackson coś nam nowego dawała chyba.
- Czyli nikt nic nie pamięta i nie wiemy gdzie jesteśmy. Ogólnie nic nie wiemy. Genialnie – westchnęła Eli.
- Ja wiem, że jest już 12:26 i nadchodzi front ciepły – przemówił Maybell, patrząc się w niebo.
- TRENING! – zakrzyknęli tancerze i dostali bardzo przyspieszonych ruchów. Za radą Maybella postanowiono iść na północ.

♦♦♦

Nathalie nerwowo zerkała na zegarek. Była już prawie 13, a tancerzy nigdzie nie było. Zdenerwowana wyszła z sali i poszła dowiedzieć się czegoś od Stive’a.
- Dobry szefowo, co słychać?
- Stive, nie widziałeś gdzieś kadry?!
Ochroniarz zachichotał – Widziałem ich ostatnio wczoraj w nocy. Co tu się działo… Mamy nagrane to na monitoringu, chodź zobacz – i poprowadził ją do „tajnej” kanciapki.
Oglądając nagranie oboje zanosili się ze śmiechu, wyglądało to trochę jak w brazylijskim serialu. Po obejrzeniu Stive zapytał się Nathalie:
- Ukarzesz ich?
- Świetnie się bawiłam oglądając to, ale chyba muszę. Nie było ich na treningu. – zamyśliła się. – Czeka ich ostre tyranko – i szatańsko się zaśmiała.

♦♦♦

Tymczasem gdzieś w lesie.
- Zgubiłem okulary! – rozpaczał Michael. A bliźniaczki starały się go pocieszyć:
- No już, już. Na pewno gdzieś się znajdą. Albo przyzwyczaisz się do kontaktów, które masz w domu.
- Dużo lepiej w nich wyglądasz – uśmiechnęła się Barbie.
Reszta chłopców nie brała udziału w pocieszaniu blondyna. Stali na uboczu i w przerwach od nabijania się z niego, próbowali ustalić drogę, a także to, co powiedzą Nathalie o spóźnieniu. Po paru minutach James powiedział władczym, twardym głosem:
- Ruszamy! – i wszyscy ruszyli.

♦♦♦

Nathalie poprosiła Stiva, by przegrał na płytę film z monitoringu. W czasie gdy się przysyłał, razem stali przy oknie i rozmawiali.
- O, chyba ich widzę! – nagle wyszeptała Nathalie.
- Gdzie?! – z entuzjazmem dzieciaka krzyknął ochroniarz i przylepił głowę do szyby.
Dziewczyna dziwnie się na niego popatrzyła.
- Yyy… - przeniosła wzrok na komputer - Patrz! Płyta się nagrała.

♦♦♦

- Ej, udajemy że nas UFO porwało, nafaszerowało czymś i się źle czujemy! – powiedział James, tuż przed wejściem.
- Świetny pomysł – powiedział Taylor i z uznaniem spojrzał na swojego przyjaciela.
Gdy weszli do agencji, od razu wpadli na Nathalie.
Spanikowany Taylor zaczął – Bo my porwaliśmy UFO i no… zjedliśmy te zielone stworki i nas potruło wszystkich! – następnie udał że mdleje, leżąc już na podłodze, otworzył jedno oko – O! Widzisz jak nas potruły te dziady! – i dalej leżał „nieżywy”.
Zapanowała cisza. Wszyscy próbowali zachować powagę, Nathalie nawet próbowała być groźna. Jednak napięcie było tak duże, że wszyscy ryknęli śmiechem. Gdy już się w miarę uspokoili, spostrzegawczy Maybell rzekł:
- Co to za płyta?
- Z monitoringu – odparła ich szefowa. – Sami mi opowiecie co się tu działo, czy idziemy oglądać?
- Ee… No bo właściwie to nikt nic nie pamięta, ale chyba nie chcemy tego oglądać. – zabrała głos Elizabeth.
- Tak dobrze to nie ma. Idziemy oglądać – oczy Nathalie diabelsko błysnęły.

wtorek, 5 lipca 2011

Rozdział IX

Kiedy podniecona nową dostawą yerby Nathalie rozmawiała z Jacksonem, rozgoryczona Annabel oskarżała się o bezgraniczną głupotę, Michael pragnął calym ciałem powtórki z rozrywki, Maybell buszował po kuchni porywając z niej wszystkie banany, Barbie z dzikim chichotem zamknęła się w pokoju z torebeczką białego proszku, znudzona Elizabeth wyszła na miasto, George poszedł spać, a wielka trójca - Taylor, James i Jonathan - poszli do baru odbyć wielce inteligentną dysputę. Jednak posiadacza drobnego cialka nie interesowała zbytnio żywa rozmowa na temat świeżej jeszcze awantury, jego główkę zaprzątała "bogini". Chcial się o niej czegoś dowiedzieć, więc spytal cicho:
- Co wiecie o Jacksonie?
- Hmm? - James przechylił głowę w geście mówiącym: "Nie usłyszałem, powtórz"
- Co wiecie o Jacksonie? - powtórzył głośniej.
- A więc o tym cały czas myślisz - uśmiechnął się do niego "dziko" i zaczął swój długi, jak na niego, monolog - Pracuje tu, od kiedy pamiętam - podrapał się delikatnie po szczęce - no i chyba jest w moim wieku, wozi się na motorze, ma dobre kontakty z Nathalie, no i Taylor się w niej "lo~fcia" - uśmiechnął się przebiegle i szturchnął naburmuszonego kolegę z łokcia w bok. - A co młody? - zwrócił się do niego i spojrzał uważnie na chłodną maskę na buzi chłopaka.
- Niiiiiiiiiiiiiiiiic - uśmiechnął się słodziutko i mruknął - Muszę już iść.
Odszedł fochnięty, nikt nie będzie miał Jacksona oprócz niego... to on będzie masował jej cztery litery obolałe po ciągłej jeździe na motorze... tak, tego Jon chciał. Uśmiechnął się przebiegle - zdobędzie dilera pierwszy.

♥♥♥

 Krótkowłosa dziewczyna szła uśmiechnięta nieciekawymi uliczkami miasta - szukała swoich nowych pracowników. W końcu byla wrogiem Comforty, musiała jakoś pokazać ex-szefowej, że jest ciężkim przeciwnikiem. Westchnęła głośno, znalazła już pięciu idelanych tancerzy, teraz na jej liście zostało tylko dwóch z jej nowej kadry. Skręciła w szerszą ulicę i zobaczyła to, co chciała. Podeszła do opartego o brudny mur bruneta i uśmiechnęła się do niego szeroko. 
- Massimo? - zapytała i zlustrowała szybko chłopaka.
"Idealnie" pomyślała.  
- Tak - spojrzał na nią z góry.
- Zakładam agencję, chciałabym cię widzieć w kadrze - spojrzala głęboko w jego oczy  i podała mu malą, niebieską karteczkę. - Mam nadzieję, że się odezwiesz - stwierdziła chłodniej i odeszła odprowadzana zaciekawionym wzrokiem.
 Teraz jeszcze jeden, ostatni tancerz. Woah, podobno jego głównym terenem były miejsca przy fast-foodach. Tak, podobno ulubionym z jego miejsc był McDonald w centrum, choć słyszała, że częściej widać go teraz przy Burger Kingu... nieważne, sprawdzi oba miejsca. Teraz Gruby był tylko wisienką na torcie, nie był tak bardzo potrzebny, ale dodawał wypiekowi uroku i nutki czegoś takiego ... sami wiecie. Wychodziło więc na to, że Gruby, który wcale nie był gruby, miał być dekoracją agencji. (W końcu każdy musi mieć swoje miejsce...) 

 ♥♥♥

- O, Stacy - zaczepiła kroczącą dumnie ex-cieciową agencji. - Co tu robisz?
- Hej! - przywitała sie i równie wesoło dodała - Zakładam swoją agencję.
- Tutaj? - zmrużyła brwi za ciemnymi szkiełkami.
- Eee, tak! Szukam pracowników - uśmiech nie schodził jej z buzi. - Może porozmawiamy w kawiarnii?
- Yhym - przytaknęła i ruszyły powoli. - Jak nazwiesz agencję? - kontynuowała.
- Hmm, Posejdon - jej oczy błysnęły wesoło i spojrzała zaciekawiona na przyjaciołkę, oczekując reakcji z jej strony.
- Długo nad tym myślałaś? - spytala zdziwiona Elizabeth
- Noo - odparła poważnie.

  ♥♥♥

Jonathan szedł sobie powoli korytarzami agencji myśląc intensywnie. Nie wiedział, jak może zagadać do dilerki, przy niej czuł się niczym lalka - taka pusta. Nie wiele myśląc walnął się mocno z otwartej dłoni w twarz, to go otrzeźwiło. Podniósł lekko głowę i zobaczył patrzącą na niego z zaciekawieniem "boginię". Patrzył się na nią - była lekko zdziwiona i rozbawiona. Jon nie mógł przegapić takiej okazji, musiał coś powiedzieć. Zanim pomyślał, z jego ust wyrwało się:
- Masz zwierzaka?  

niedziela, 3 lipca 2011

Rozdział VIII

Dziewczyna zgrabnym ruchem przełożyła nogę zsiadając z motoru.  Jonathan przyglądał się temu skamieniały, czuł się jakby postanowili mu największą kolekcję pornoli- niestety to była jego fantazja, jako że Nathalie zakazała oglądać swoim prosiaczkom "demoralizujących filmów pornograficznych" poza jakimiś imprezami - w końcu filmy tego pokroju źle działały na tancerzy. Wszyscy chłopcy mieli jej to za złe, gdyż nie mieli, jak się wyładować... ogólnie sexu z osobami spoza zespołu Nathalie też zbytnio nie tolerowała. Wyjątkiem były sytuacje, gdy tancerz dostał mało napiwków i czuł się niedoceniony. Wtedy pracownicy musieli się jakoś wyżyć, a wtedy szefowa przymykała oko i udawała, że nic się nie stało.
- Wow - zdołał wykrztusić Jonathan, gdy szczupła piękność krokiem wyciągniętym prosto ze ''slonecznego patrolu '' szła w jego stronę. - Ble-ble , bol , blif - próbował zagadać Jonathan, gdy tajemnicza piekność była dostatecznie blisko, by coś usłyszeć. 
Odpowiedziała tylko uśmiechem- wiedziała, że dziewczyna na motorze, to najlepszy magnes na mężczyzn. Po chwili przed drzwi agencji wybiegła Barbie i symbolicznym buziaczkiem przywitała piękność. Ta odwzajemniła powitanie, przekazała jej szybko biały proszek i weszła do budynku. Wtedy Jonathan zrozumiał, że jego miłością jest Jackson- diler agencji. Podrapał się po krótkich włosach na głowie- zawsze myślał, że dilerem jest chłopak.
- Ej, księżniczka - zawołał Barbie, która wesoło potrząsała wypełnioną białym proszkiem torebeczką.
- Mówiłam ci, że masz na mnie tak nie mówić - zirytowała się i schowała saszetkę krzywiąc się nieznacznie; określenie: "księżniczka" bylo najmniej przez nią lubianym.
- To jest diler agencji? - spytał  na pozór obojętnie.
- Tak...a bo co? - założyła ręce na klatce piersiowej.
- Nic , nic- odparł bardzo szybko i oblał się uroczym rumieńcem.
- Ha-ha-ha-ha, podoba ci się Jackson? Nie no, nie powiem, fajna dupa, ale musisz się trochę postarać. Wiesz, ona byle gówna nie rusza - opowiedziała uśmiechając się z pobłażaniem.
Rumieniec zniknął z lekko skrzywionej w złości twarzy tancerza - jak ona mogła porównać go do gówna?! Swoim charakterystycznym tupnięciem zademonstrował usprawiedliwionego focha. Tym czasem Barbie nadal ledwo wstrzymywała się, by nie wybuchnąć śmiechem - jeszcze chłopak popadłby w depresję ...

                                                                               ♥♥♥

- Miałaś ją przywieźć!- wrzeszczała rozjuszona Nathalie.
- Co miałam zrobić, jak jej nie było? -broniła się dziewczyna.
- A co ja mam teraz zrobić, nie mam ani grama mojej zielonki! - złapała się za głowę i zacisnęła oczy.
- To tylko zielonka - skwitowała dziewczyna, a wszystkim zaprało dech w piersiach.
- No to się zacznie - powiedział podekscytowany awanturą James. 
- TY! - Nathalie puściła głowę mrużąc wściekle oczy. 
- Zaraz się zacznie - zafascynowany Taylor mruknął do śledzącego każdy ruch szefowej Jamesa. 
Gdy w centrum agencji toczyła się zaciekła kłótnia, Michael oblizywał lubieżnie wargi obserwując wypięte pośladki Annabel, Barbie konwersowała miło z Jonathanem, a Jackson podążała korytarzami do źródła nieprzyjemnymi krzyków. Gdy dotarła do dużego pomieszczenia, w którym stała dobrze znana jej kadra tancerzy, Nathalie i jej nowa pracownica. Owa pracownica wyglądała niczym kupka nieszczęścia, w jej oczach krył się strach przemieszany z niedowierzaniem. "Niech się uczy życia" stwierdziła doświadczona w swoim zawodzie Jackson i oparła się o ścianę, przyglądając się rozgrywającej się przed nią scenie. 

                                                                             ♥♥♥

 - Aa, Michael co ty robisz?! - spojrzała na stającego za nią blondyna, który przed chwilą klepnął ją w tyłek. 
- Domyśl się - uśmiechnął się lubieżnie i uklęknął za nią przyciągając do siebie. - Czujesz to? - mruknął jej do ucha i otarł o dolne partie kroczem 
- Michael ty! - wywaliła oczy i rozdziawiła usta, z czego młody skorzystał. 
"To będzie upojna noooooc" pomyślał i uśmiechnął się lekko. 

                                                                             ♥♥♥

- Nathalie, już starczy! - powiedziała stanowczo Jackson, powstrzymując śmiech. - Mam twoją herbatkę- uśmiechnęła się zachęcająco i wyciągnęła torebkę z paczką podpisaną: "Yerba mate Rosamonte". 
- Yerba - twarz złagodniała - moja zielona - uśmiechnęła się czule. - Jackson, chodźmy do gabinetu - ruszyła uśmiechnięta w stronę schodów. 
- Daniel, wracaj do domu, porozmawiamy jutro - zwróciła się na odchodnym do swojej pracownicy i podążyła za Nathalie. 
- A było tak ciekawie! - ryknął Taylor, kiedy kobiety zniknęły. 
- Nigdy nie widziałem u niej takiego bulwersa! - zarechotał James.
- A co się stało? - spytał wchodzący do pokoju zdezorientowany Jonathan.
- Chłopie, żebyś to widział!
- Przyszła laska od dilera i nie miała zielonej - odparła znudzona Elizabeth i zdjęła okulary, by przetrzeć szkiełka. 
- Jak mogłem to ominąć - jęknął podłamany, lubił patrzeć, jak Nathalie wyżywa się na innych.  
- Nie tylko ty straciłeś dobre show - pocieszył go ubawiony George. 
- A niby kto jeszcze? - spytał inteligentnie. 
- Barbie, Michael, Maybell ...
- Właśnie, dawno nie widziałem Michaela i Maybella... ciekawe, co u nich. 

                                                                             ♥♥♥

- Banany mi się skończyły - westchnął cierpiętniczo i wstał przeciągając się. - Bójcie się, nadchodzę. 

                                                                             ♥♥♥

- Jeśli Nathalie się dowie, co zrobiliśmy, to nas zabije.
- Nikt nie musi tego wiedzieć.
- Ona wie wszystko! - wrzasnęła rozgoryczona.